Sala do terapii jest, ale nie dla dzieci
26.06.2009
, aktualizacja: 26.06.2009 23:42
Zagrożone dysleksją dzieci z Bielska-Białej nie mogą korzystać z supernowoczesnej pracowni stymulacji i rozwoju, bo Kolegium Nauczycielskie, które jest jej właścicielem, nie ma prawa prowadzić terapii. W sali uczą się więc jedynie słuchacze szkoły.
Trzy lata temu o otwarciu pracowni było głośno. Nic dziwnego - to jedyna w regionie tak świetnie wyposażona sala, przystosowana do terapii dzieci mających problemy z koordynacją zmysłów. Wyposażona jest w kolorowe klocki, kolczaste maty, labirynty, huśtawki i hamaki - wszystko zaprojektowane do ćwiczeń poprawiających koordynację ruchów, koncentrację uwagi i uczących dzieci odpowiedniego reagowania na bodźce. - Deficyty w tych dziedzinach są później, w wieku szkolnym, powodem kłopotów z nauką i dysleksji - mówi Tadeusz Łyszczek, wicedyrektor kolegium.
Pracownia powstała z jego inicjatywy, dzięki funduszom unijnym, by dać słuchaczom kolegium możliwość poznania nowoczesnych metod pracy z dziećmi, a przy okazji wyrównywać szanse maluchów z problemami. - Ćwiczenia z zakresu stymulacji sensoryczno-motorycznej są jednak przydatne dla każdego dziecka, pomagają lepiej się rozwijać - zastrzega Łyszczek.
Po otwarciu pracowni Łyszczek, który ma uprawnienia terapeuty, sam prowadził zajęcia dla kilkulatków. Trudno mu było jednak połączyć społeczną pracę z obowiązkami służbowymi i zrezygnował. Teraz sala wykorzystywana jest już tylko do ćwiczeń dla słuchaczy, bo przepisy nie pozwalają kolegiom na prowadzenie i finansowanie terapii. - Jakiś czas temu chcieliśmy nawiązać współpracę z którąś z poradni psychologiczno-pedagogicznych. Gdyby przysłała nam terapeutę, udostępnilibyśmy pracownię nieodpłatnie i dzieci mogłyby korzystać z darmowych zajęć. Niestety, poradnie stwierdziły, że nie stać ich na sfinansowanie specjalisty - rozkłada ręce Łyszczek.
Problemem zainteresował się Klaudiusz Komor, bielski radny i lekarz. Złożył w tej sprawie interpelację do wiceprezydenta Waldemara Jędrusińskiego z prośbą, by miasto dało poradni pieniądze na etat dla jednego lub dwóch terapeutów i skierowało ich do pracowni stymulacji. - Całkowity koszt zatrudnienia terapeuty to zaledwie 4-4,5 tys. zł miesięcznie. Jeden specjalista byłby w stanie pomóc 50 dzieciom - wyjaśnia Komor.
Prezydentowi Jędrusińskiemu propozycja się podoba, ale podkreśla, że w tegorocznym budżecie miasta takie wydatki nie zostały zaplanowane. Zapewnia jednak, że o potrzebach dzieci nie zapomni podczas przygotowywania budżetu na rok następny.
Komor zamierza porozmawiać jeszcze z prezydentem, czy pieniędzy nie dałoby się znaleźć w miejskiej kasie już teraz. Jeśli się nie uda, poszuka sponsora, który zapłaci za zajęcia dla dzieci choćby do końca roku. - Gdyby się powiodło, skorzystają także nasi słuchacze, którzy będą mogli przyglądać się pracy terapeuty - mówi Łyszczek. Podkreśla jednak, że najważniejsza jest pomoc dzieciom.
Pracownia powstała z jego inicjatywy, dzięki funduszom unijnym, by dać słuchaczom kolegium możliwość poznania nowoczesnych metod pracy z dziećmi, a przy okazji wyrównywać szanse maluchów z problemami. - Ćwiczenia z zakresu stymulacji sensoryczno-motorycznej są jednak przydatne dla każdego dziecka, pomagają lepiej się rozwijać - zastrzega Łyszczek.
Po otwarciu pracowni Łyszczek, który ma uprawnienia terapeuty, sam prowadził zajęcia dla kilkulatków. Trudno mu było jednak połączyć społeczną pracę z obowiązkami służbowymi i zrezygnował. Teraz sala wykorzystywana jest już tylko do ćwiczeń dla słuchaczy, bo przepisy nie pozwalają kolegiom na prowadzenie i finansowanie terapii. - Jakiś czas temu chcieliśmy nawiązać współpracę z którąś z poradni psychologiczno-pedagogicznych. Gdyby przysłała nam terapeutę, udostępnilibyśmy pracownię nieodpłatnie i dzieci mogłyby korzystać z darmowych zajęć. Niestety, poradnie stwierdziły, że nie stać ich na sfinansowanie specjalisty - rozkłada ręce Łyszczek.
Problemem zainteresował się Klaudiusz Komor, bielski radny i lekarz. Złożył w tej sprawie interpelację do wiceprezydenta Waldemara Jędrusińskiego z prośbą, by miasto dało poradni pieniądze na etat dla jednego lub dwóch terapeutów i skierowało ich do pracowni stymulacji. - Całkowity koszt zatrudnienia terapeuty to zaledwie 4-4,5 tys. zł miesięcznie. Jeden specjalista byłby w stanie pomóc 50 dzieciom - wyjaśnia Komor.
Prezydentowi Jędrusińskiemu propozycja się podoba, ale podkreśla, że w tegorocznym budżecie miasta takie wydatki nie zostały zaplanowane. Zapewnia jednak, że o potrzebach dzieci nie zapomni podczas przygotowywania budżetu na rok następny.
Komor zamierza porozmawiać jeszcze z prezydentem, czy pieniędzy nie dałoby się znaleźć w miejskiej kasie już teraz. Jeśli się nie uda, poszuka sponsora, który zapłaci za zajęcia dla dzieci choćby do końca roku. - Gdyby się powiodło, skorzystają także nasi słuchacze, którzy będą mogli przyglądać się pracy terapeuty - mówi Łyszczek. Podkreśla jednak, że najważniejsza jest pomoc dzieciom.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




