W bibliotece krew, a mózg wycieka uszami

Piotr Płatek
03.08.2009 , aktualizacja: 03.08.2009 10:53
A A A Drukuj
Ewa Sadowska z Książnicy Beskidzkiej Fot. Paweł Sowa / Agencja Gazeta Ewa Sadowska z Książnicy Beskidzkiej
Kierowca karetki już nie musi się spieszyć, bo dzieciak złamał kark. Fotograf porobi mu zdjęcia, a potem zapakuje się go do plastikowego worka i bez pośpiechu zawiezie do trupiarni - to nie jest fragment horroru, ale książki dla dzieci. Odkryła ją na swojej bibliotecznej półce Ewa Sadowska z Książnicy Beskidzkiej. A dalej było o mózgu wyciekającym uszami, nosem i ustami i o obcinaniu nogi.
Półka w bibliotece z książkami dla dzieci w wieku od sześciu do dziesięciu lat. Baśnie Andersena, wiersze Brzechwy i „Upadek Fergala” Philipa Ardagha. Otwieram i czytam: „Nie wychylaj się przez okno! - Były to ostatnie słowa, jakie młody Fergal McNally usłyszał w życiu. Ostatnim zaś dźwiękiem był prawdopodobnie świst powietrza w jego odstających uszach, gdy spadał czternaście pięter w dół, a także trąbienie samochodów na ulicy (oczywiście coraz głośniejsze), no i być może » ŁU «z odgłosu » ŁUPS «, jaki wydał, uderzając o chodnik. Końcówki » PS «z pewnością nie mógł usłyszeć, bo kiedy brzmiała, był już bez wątpienia nieboszczykiem”.

Ewa Sadowska od ponad dwudziestu lat pracuje w Książnicy Beskidzkiej, a od niemal dziesięciu w filii na osiedlu Złote Łany. Zanim poleci jakąś książkę małemu czytelnikowi, wcześniej sama stara się ją przeczytać lub choćby przekartkować. Przed "Upadkiem Fergala" przestrzega. - Książka zaczyna się od sceny śmierci. Opis jest bardzo sugestywny dla dorosłych, dzieci może przerazić. Robię, co mogę, by ją ukryć przed najmłodszymi - mówi.

Powodem ukrywania może być choćby ten fragment: "Kierowcy karetki pogotowia wystarczyło jedno spojrzenie na szczątki Fergala, żeby zrozumieć, że nie będzie musiał pędzić do Szpitala Najświętszego Serca na złamanie karku, z włączonym kogutem i na sygnale. Złamanie karku już bowiem nastąpiło, lekarz oficjalnie potwierdził śmierć nieszczęsnego chłopca - co każdy posiadacz pary oczu w głowie widział na pierwszy rzut oka - i teraz trzeba było jeszcze zaczekać, aż fotograf porobi zdjęcia, a potem zapakować dzieciaka do plastikowego worka i bez pośpiechu zawieźć do trupiarni".

Nie wszystkie bibliotekarki są tak czujne jak Sadowska. - Mamy tę książkę. Tak, mogą ją czytać przedszkolaki - upewniały mnie panie w dwóch katowickich filiach biblioteki miejskiej.

Justyna Dąbrowska, redaktorka naczelna miesięcznika "Dziecko", psycholog i psychoterapeuta z dwudziestoletnim doświadczeniem, łapie się za głowę. - Te opisy to jakieś okropieństwo! Moim zdaniem dzieci nie powinny tego czytać, a już na pewno nie sześcio- czy siedmiolatki. Uszkodzenia ciała to jest jedna z tych rzeczy, których dzieci boją się najbardziej - krwawiące rany, deformacje twarzy i ciała to obrazy, które mogą prześladować dziecko w snach lub na jawie - przestrzega Dąbrowska. Przypomina, że w dawnych baśniach też nie brakowało strasznych scen, ale nie przerażały, lecz pomagały pokonać lęk - np. Czerwony Kapturek pożarty przez wilka został wyjęty z jego brzucha w całości, nienaruszony. Dla porównania wystarczy jedno zdanie z "Upadku Fergala": "Rufus chwycił kawał powykręcanej, ostrej jak brzytwa blachy (która kiedyś była framugą drzwi do kotłowni) i oderżnął sobie nogę. Tak, musiał przeciąć własną kość. Woda wokół zabarwiła się na czerwono od jego krwi".

Jak książka - np. z takim opisem: "Patologowi w kostnicy z jakiegoś powodu bardzo zależało na zważeniu mózgu Fergala - być może po to, żeby dowiedzieć się, jak wiele go wyciekło uszami, nosem i ustami (a może nawet przez jeden oczodół albo i dwa)" - została umieszczona na bibliotecznej półce?

Bogdan Kocurek, dyrektor Książnicy Beskidzkiej, wskazuje Bibliotekę Narodową. - To stamtąd docierają do nas wskazówki, co na który poziom ma trafić - wyjaśnia, ale obiecuje, że książką o Fergalu się zainteresuje i przeniesie gdzie indziej.

Joanny Kędzielskiej z Pracowni Języka Haseł Przedmiotowych Biblioteki Narodowej ta sprawa nie bulwersuje. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii książka o Fergalu sprzedawana jest z dużym powodzeniem jako pozycja dla dzieci i młodzieży, więc Biblioteka Narodowa też zaklasyfikowała ją w tej samej kategorii. - Przedszkolakom chyba bym tego nie czytała, chociaż Walt Disney już dawno przyzwyczaił dzieci do wielu makabrycznych widoków - mówi Kędzielska.

Wydawnictwo Jaguar, za sprawą którego ukazała się polska edycja "Upadku Fergala", sprzedaje tę książkę z adnotacją, że jest przeznaczona dla dzieci w wieku dziesięciu-dwunastu lat i starszych. - To nie jest lektura dla przedszkolaków, ale starsze dzieci czytać ją mogą. To klasyczny czarny humor. W grach internetowych czy w telewizji jest więcej przemocy - mówi Anna Pawłowicz z Jaguara.

Wydawnictwo na internetowej stronie zapowiada już kolejną książkę, tym razem będzie to "Jennifer's Body". Już po reklamie widać, czego należy się spodziewać: "To pełna czarnego humoru, szokująca i przezabawna historia pięknej Jennifer, która w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności przechodzi na dość specyficzną dietę. Na zabitej dechami amerykańskiej prowincji nawiedzana przez demony cheerleaderka zaczyna pożerać kolejnych szkolnych kumpli". Na okładce twarz kobiety, która oblizuje ściekającą z ust krew.

Polecamy: Po szatni bez majtek? To się ludziom nie podoba



Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • W bibliotece krew, a mózg wycieka uszami kompocki 03.08.09, 11:30

    I co z tego, że książka ta była na półce dla dzieci? Skoro nie jest kierowanado pięciolatków, tylko do dojrzalszego młodego odbiorcy. Ponadto nie ma cozamydlać dzieciom oczu, że życie jest »

  • Ale bzdura krawiec6661 06.08.09, 19:48

    Książka jest wg. mnie bardzo wychowawcza, uczy dzieciaka, że nie warto sięwychylać przez okno :) Stare baby niech nie marudzą, bo wyraźnie mają do tegowielkie ciągoty. »