GOPR chce mieć koguty, by nie tracić czasu w korkach
2009-12-08
, aktualizacja: 08.12.2009 21:56
Jan Górniak (z lewej) i Arkadiusz Śleziona z beskidzkiej grupy GOPR podczas wtorkowego szkolenia na szczycie Klimczoka
Tylko niektóre samochody Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego mogą jeździć z kogutami na dachach. Większość, nawet te wiozące ratowników na akcje, musi stać w korkach, bo MSWiA nagle inaczej zaczęło interpretować prawo.
ZOBACZ TAKŻE
- Na sygnale to nie znaczy, że niezgodnie z przepisami (25-02-11, 15:38)
Przez kilkanaście lat nie było problemów. Piotr Van der Coghen, poseł Platformy Obywatelskiej i były szef Grupy Jurajskiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, mówi, że ustawa Prawo o ruchu drogowym precyzuje, które auta jako uprzywilejowane mogą używać kogutów. Na liście są m.in. pojazdy pogotowia ratunkowego, więc według MSWiA samochody używane do akcji m.in. przez GOPR, WOPR czy ratowników górniczych są takimi pojazdami.
Teraz ministerstwo uznało, że przepis był przez lata błędnie interpretowany. Samochody ratowników górskich czy woprowców mogą używać kogutów tylko wtedy, gdy otrzymają indywidualne i specjalne zezwolenie MSWiA. Ostatecznie, po wielu dyskusjach, stanęło na tym, że zezwolenia otrzymają wszystkie land rovery defender 110, używane przez goprowców do transportu poszkodowanych. - Ale przewożenie rannych to tylko fragment działalności ratowników górskich. O wiele częściej zdarza się, że trzeba bardzo szybko przewieźć sprzęt i ratowników, aby uratować komuś życie - mówi Van der Coghen.
Należy też pamiętać, że w wiele miejsc, jak na przykład na narciarskie stoki, karetka pogotowia nie dojedzie. Nie zawsze też można w takiej sytuacji skorzystać ze śmigłowca. - Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że na stoku narciarz upada i uderza głową w drzewo. Dyżurujący ratownik zaczyna reanimację i wzywa pomoc. Liczy się każda minuta, goprowcy muszą szybko dotrzeć na miejsce - mówi Van der Coghen.
Drogi w beskidzkich miejscowościach w czasie zimy są zatłoczone, więc ratownikom bez koguta trudno się będzie przedrzeć przez korki. Będą mogli co najwyżej trąbić na kierowców i liczyć, że ci ich jakimś cudem przepuszczą. Każda minuta liczy się także przy awariach kolejek linowych, do których w Beskidach przecież czasem dochodzi. - To dramatyczne zdarzenia. Uwięzieni ludzie są przerażeni i zmarznięci. Trzeba ich jak najszybciej ewakuować. Na miejscu potrzebna jest duża ilość sprzętu i ratowników - opowiada Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR. - A każdy wie, jakie czasem są korki na naszych drogach. Sam kiedyś jechałem dwie godziny z Bielska-Białej do Szczyrku - dodaje.
W sprawie uprzywilejowania pojazdów posłowie mają się spotkać z przedstawicielami ministerstwa. Jeśli nie uda się ich przekonać do zmiany interpretacji, konieczne będą zmiany w ustawie i dopisanie do listy uprzywilejowanych aut samochodów używanych przez goprowców. - A także samochodów ratunkowych innych służb, na przykład woprowców. Oni też mają takie problemy - na przykład prężnie działająca grupa z Opola, która ratuje ludzi w czasie powodzi. - Przecież tu chodzi o ludzkie życie, a nie o to, że komuś nie chce się stać w korkach - mówi Van der Coghen.
Teraz ministerstwo uznało, że przepis był przez lata błędnie interpretowany. Samochody ratowników górskich czy woprowców mogą używać kogutów tylko wtedy, gdy otrzymają indywidualne i specjalne zezwolenie MSWiA. Ostatecznie, po wielu dyskusjach, stanęło na tym, że zezwolenia otrzymają wszystkie land rovery defender 110, używane przez goprowców do transportu poszkodowanych. - Ale przewożenie rannych to tylko fragment działalności ratowników górskich. O wiele częściej zdarza się, że trzeba bardzo szybko przewieźć sprzęt i ratowników, aby uratować komuś życie - mówi Van der Coghen.
Należy też pamiętać, że w wiele miejsc, jak na przykład na narciarskie stoki, karetka pogotowia nie dojedzie. Nie zawsze też można w takiej sytuacji skorzystać ze śmigłowca. - Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że na stoku narciarz upada i uderza głową w drzewo. Dyżurujący ratownik zaczyna reanimację i wzywa pomoc. Liczy się każda minuta, goprowcy muszą szybko dotrzeć na miejsce - mówi Van der Coghen.
Drogi w beskidzkich miejscowościach w czasie zimy są zatłoczone, więc ratownikom bez koguta trudno się będzie przedrzeć przez korki. Będą mogli co najwyżej trąbić na kierowców i liczyć, że ci ich jakimś cudem przepuszczą. Każda minuta liczy się także przy awariach kolejek linowych, do których w Beskidach przecież czasem dochodzi. - To dramatyczne zdarzenia. Uwięzieni ludzie są przerażeni i zmarznięci. Trzeba ich jak najszybciej ewakuować. Na miejscu potrzebna jest duża ilość sprzętu i ratowników - opowiada Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR. - A każdy wie, jakie czasem są korki na naszych drogach. Sam kiedyś jechałem dwie godziny z Bielska-Białej do Szczyrku - dodaje.
W sprawie uprzywilejowania pojazdów posłowie mają się spotkać z przedstawicielami ministerstwa. Jeśli nie uda się ich przekonać do zmiany interpretacji, konieczne będą zmiany w ustawie i dopisanie do listy uprzywilejowanych aut samochodów używanych przez goprowców. - A także samochodów ratunkowych innych służb, na przykład woprowców. Oni też mają takie problemy - na przykład prężnie działająca grupa z Opola, która ratuje ludzi w czasie powodzi. - Przecież tu chodzi o ludzkie życie, a nie o to, że komuś nie chce się stać w korkach - mówi Van der Coghen.
Przeczytaj: Goprowcy połączeni na miarę XXI wieku
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


