Czesi: Polacy boją się Boga, a Bóg nie lubi marihuany

Ewa Furtak
04.01.2010 , aktualizacja: 04.01.2010 11:35
A A A Drukuj
Plantacja konopii indyjskich Fot. Damian Kramski/AG Plantacja konopii indyjskich
W barze w Czeskim Cieszynie było fajnie i wesoło. Do czasu aż przyznaliśmy, że przyjechaliśmy z Polski, żeby napisać o legalizacji posiadania narkotyków. Czesi zgasili skręty i w ciągu kilku minut było po imprezie.
Od początku roku Czesi mogą mieć przy sobie do półtora grama heroiny, jeden gram kokainy, dwa gramy metamfetaminy, do 15 gramów marihuany, do czterech tabletek ekstazy i do pięciu tabletek LSD. W domach mogą uprawiać do pięć krzaczków konopi indyjskich i do 40 grzybków halucynogennych. I nikt im nie może nic za to zrobić. Jak nowe prawo działa w praktyce? Postanowiliśmy sprawdzić w Czeskim Cieszynie w sobotnie popołudnie.

Pada śnieg, jest zimno, zaczyna się ściemniać. Pogoda nie zachęca do spacerów, raczej do tego, żeby usiąść w ciepłym pubie przy piwie.

Niedaleko rynku w Czeskim Cieszynie, koło zamkniętej piwiarni, spotykamy dwóch młodych ludzi - Polaka i Czecha. O czymś dyskutują. Pytamy, czy w okolicy jest jakiś pub, w którym można zapalić trawkę. Czech uśmiecha się i wyciąga z kieszeni portfel. Ma w nim odmierzone porcje marihuany. Okazuje się, że przeszkodziliśmy chłopakom w zawarciu transakcji. - 35 zł za gram - żąda Czech.

Polak odchodzi. Za drogo. Wtedy przyznajemy się młodemu Czechowi, że jesteśmy dziennikarzami z Polski i przyjechaliśmy, by napisać, jak u nich jest z tymi narkotykami po wprowadzeniu nowych przepisów. Nie jest rozmowny - sprzedaż narkotyków za Olzą wciąż jest zakazana. Gdy jednak obiecujemy anonimowość, chłopak zaczyna opowiadać. - Co z tego, że mogę mieć w domu legalnie pięć krzaków, skoro ani jednego nie wolno mi ściąć i sprzedać - irytuje się. - Tak naprawdę niewiele się zmieniło. Ale wy i tak macie gorzej, bo u was nic nie wolno - mówi.

Radzi, żebyśmy się wybrali do Ostrawy na słynną ulicę Stodolni. Pełno tam klubów, pubów i dyskotek, a zabawa w weekendy trwa do białego rana. Z pewnością natknęlibyśmy się tam na... Polaków handlujących różnymi tabletkami. Chłopak podaje nam adres pubu w Czeskim Cieszynie. Od dawna chodzi się tam po to, żeby zapalić trawkę. - Tam wszyscy palą i nikt się z tym nie kryje - mówi.

Pub okazuje się niewielkim, bardzo zadymionym lokalem. Charakterystyczny, słodkawy zapach marihuany czuć już przy wejściu. Nad barem tabliczka z ostrzeżeniem: "Zakaz palenia opium". Raczej dla żartu. Przy stolikach nad kuflami z piwem siedzi kilkunastu młodych ludzi. Większość z osmolonymi lufkami w dłoniach. Siadamy, zamawiamy kawę i naradzamy się szeptem, co robić dalej. Przyznać się, że jesteśmy dziennikarzami, czy nic nie mówić i czekać na rozwój sytuacji? Ale to bar, w którym wszyscy się znają, klienci zaczynają na nas spoglądać z ciekawością.

Postanawiamy się przyznać, zapraszamy barmana, żeby usiadł na chwilę przy naszym stoliku. Młody, sympatyczny mężczyzna w końcu zgadza się pogadać. - Tutaj pali bardzo dużo ludzi, sam też czasem popalam. No i przychodzi do nas sporo Polaków - zdradza. Obiecuje, że spróbuje namówić któregoś ze swoich klientów, żeby dał się sfotografować z lufką. W końcu palenie trawki jest teraz w Czechach legalne.

Ale to nie był dobry pomysł. Widać, jak z twarzy rozbawionych klientów baru znikają uśmiechy. Nawet nie wiemy, kiedy cała marihuana znika ze stolików. Jeden z klientów, na oko dwudziestokilkulatek, wysypuje cały towar z portfela do ubikacji i ostentacyjnie spuszcza wodę. Cichnie bardzo głośna jeszcze chwilę wcześniej muzyka. Nie wiemy, o co chodzi.

Jeden z Czechów nam wyjaśnia. - Jesteście z Polski, prawda? Tego się spodziewałem. Będziecie tu teraz przyjeżdżać i nas inwigilować. Nie zaprzeczajcie. Jesteście bardzo pobożnym narodem. Papież i te sprawy. Boicie się Boga, a wiadomo, że Pan Bóg nie lubi marihuany. Pewno nie mieści się wam w głowach to, co dzieje się u nas - denerwuje się. - Teraz narkotyki mieć wolno, ale co będzie za pół roku, jak komuś znowu przyjdzie do głowy, żeby to zmienić? Skąd mam wiedzieć, jak wykorzystacie wtedy moje zdjęcie? - pyta.

Tak się kończy nasz na początku bardzo sympatyczny pobyt w czeskim pubie. Nic tam po nas. Gdy wychodzimy, słyszymy strzępki rozmów: - Dziennikarze? Może i tak... Ale to mogli być też polscy policjanci.

Polecamy: Naćpani kierowcy się cieszą. Policji brakło narkotestów



Podziel się

  • 137 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    83 głosy

  • Czesi: Polacy boją się Boga, a Bóg nie lubi mar... jerzy.zywiecki 04.01.10, 18:39

    Bóg nie lubi marihuany?Coś mi tu nie pasuje.Jezus udał się na laury pustelnicze na Górę Kuszenia( tak dzisiaj nazywaną).Góra ta jak i oaza Jerycho , w czasach Heroda Wielkiego była jednym »

  • Czesi: Polacy boją się Boga, a Bóg nie lubi mar... bosman_plama 05.01.10, 09:34

    Z tekstu wynika, że Polacy (zdaniem Czechów) boją się Boga, a Czesi boją się wszystkiego - dziennikarzy, policji, zdjęcia w gazecie, potencjalnej przyszłości...»

  • Polacy boją się Boga, a Bóg nie lubi marihuany djenn 23.02.10, 00:07

    "Nie zaprzeczajcie. Jesteście bardzo pobożnym narodem". Akurat! Stare mocherki pion w kruchtach trzymają, a większość narodu żyje jak ateiści i w d... mają wszystko. Mamona jest bogiem, »