Pielęgniarki wyzywają się od zdrajczyń. Dlaczego?

Rozmawiała Judyta Watoła
2010-02-21 , aktualizacja: 21.02.2010 21:00
A A A Drukuj
Strajk głodowy pielęgniarek w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej Fot. Przemysław Jendroska / Agen Strajk głodowy pielęgniarek w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej
W pięciu szpitalach na Podbeskidziu już dwa tygodnie strajkują pielęgniarki. Domagają się podwyżek, a ponieważ rozmowy z dyrektorami nie dały rezultatów, kilkanaście kobiet prowadzi głodówkę.
Rozmowa z Iwoną Borchulską

Judyta Watoła: Czy walka o lepszą pensję usprawiedliwia narażanie swojego zdrowia głodówką?

Iwona Borchulska, członkini zarządu Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, przewodnicząca regionu śląskiego: Odwrócę pytanie. Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób mamy prowadzić działalność związkową, żeby walczyć o swoje prawa, skoro od lat się nas ignoruje?

Było pamiętne białe miasteczko, po którym wywalczyłyście jednak znaczące podwyżki.

- Tak, przyznano pieniądze na podwyżki, ale nie wskazano dokładnie, jak je podzielić. W rezultacie ogromna większość pieniędzy przypadła lekarzom. Zresztą pensje to nie wszystko. Dlaczego NFZ określa szczegółowo, ilu lekarzy ma być zatrudnionych na jakim oddziale, a o pielęgniarkach milczy, tak jakby jedna na oddział mogła wystarczyć? 10 lat temu same policzyłyśmy normy zatrudnienia, licząc dokładnie każdą czynność, jaką na danym oddziale musi przy chorym wykonać pielęgniarka. Ale to wołanie na puszczy. Do dziś norm nie wprowadzono. Do tego niszczy się pielęgniarstwo. Zakłady opiekuńcze dostały takie kontrakty, że muszą zwalniać pielęgniarki. NFZ zlikwidował tzw. zadaniową opiekę pielęgniarską w domu pacjenta. To wszystko sprawia, że sytuacja pielęgniarek jest coraz trudniejsza.

Ale problemów zakładów opiekuńczych i opieki w domu pacjenta nie rozwiążą dyrektorzy szpitali, w których jest strajk. Oni naprawdę mają niższe kontrakty na leczenie.

- W takim razie z kim mamy rozmawiać? Minister zdrowia obiecała nam wprowadzenie norm. Nie wywiązała się z obietnicy, a teraz, gdy domagamy się podwyżek, odpowiada, że partnerem do rozmów o podwyżkach nie jest resort, lecz dyrektorzy szpitali. Dyrektorzy twierdzą, że nie mają pieniędzy, bo nie dał ich NFZ. Tam z kolei mówią, że nie dają pieniędzy na czyjeś pensje, tylko na leczenie. Trudno w tych warunkach dziwić się naszej desperacji. Do tego próbuje się nas straszyć. Gdy strajkowali lekarze, dyrektorzy wcale nie mówili o wygaszaniu oddziałów i ewakuacji szpitali, a pielęgniarki z Podbeskidzia usłyszały o tym w pierwszym dniu strajku.



Rozmowa z Ryszardem Batyckim

Judyta Watoła: Ile zarabiają pielęgniarki w Pana szpitalu?

Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej: Średnia pensja pielęgniarki to 3257 zł brutto. To kwota z wszystkimi dodatkami i dyżurami. Lekarze, którzy pracują od nich średnio o 28-30 godzin w miesiącu więcej, mają średnią pensję 7025 zł brutto. Nie uważam, że pielęgniarki nie powinny zarabiać więcej. Jednak ich średnia pensja w naszym szpitalu należy do najwyższych w województwie, a o lekarzach powiedzieć tego nie można.

Skoro pielęgniarki mają się u Pana tak dobrze, to dlaczego strajkują?

- Zatrudniam prawie 500 pielęgniarek, z czego średnio 20 proc. jest na chorobowym. Tolerowałem to do tej pory, choć to bardzo wysoki odsetek. Do tego zawsze idę na rękę tym, które jeżdżą się szkolić albo dodatkowo studiują. Co więcej, choć tylko symbolicznie, szpital do tych szkoleń dopłaca. Staram się, by pielęgniarki miały jak najlepiej. Nie wiem, dlaczego strajkują. Przecież na kilka dni przed wybuchem protestu na obradach rady społecznej nie zgłaszały, że za mało zarabiają.

Teraz już Pan wie, że za mało. Może Pan im dać podwyżki?

- Nie mogę, chyba że zmniejszymy zatrudnienie. Mamy o 2 mln zł niższy kontrakt niż rok wcześniej. Do tego ceny mediów, leków, środków opatrunkowych - wszystko idzie do góry, więc musimy oszczędzać. Tu nie chodzi o żadne wielkie zwolnienia, ale trzeba sprawdzić, gdzie mogłoby pracować mniej osób. To dotyczy także lekarzy i wszystkich innych pracowników.

Jak Pan sądzi, dlaczego pielęgniarki głodują?

- Nie wiem, dlaczego uciekają się do aż tak desperackich kroków. Na pewno nie jest im łatwo, ale mnie również. Żeby zabezpieczyć pracę na niektórych oddziałach, musiałem zaproponować dyżury pielęgniarkom z zewnątrz. Spotkały się z nieprzyjaznym przyjęciem. Wyzwano je od zdrajczyń. Tak się nie da pracować. Szpital traci na strajku 1 mln zł tygodniowo, kolejka chorych rośnie, bo wstrzymaliśmy planowe przyjęcia, i wkrótce będziemy musieli w ogóle zamykać niektóre oddziały.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów