Z nowego domu ocalały tylko klamki, kosiarka i pies

Ewa Furtak
09.06.2010 , aktualizacja: 09.06.2010 22:47
A A A Drukuj
Janusz Żuławski (z lewej) ze swoim sąsiadem, Robertem Kilańskim usuwa zniszczone przez powódź sprzęty. Drzwi trzeba wyrzucić Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gaze Janusz Żuławski (z lewej) ze swoim sąsiadem, Robertem Kilańskim usuwa zniszczone przez powódź sprzęty. Drzwi trzeba wyrzucić
Janusz Żuławski wykręca klamkę z butwiejących drzwi. To jedna z niewielu rzeczy w domu nadających się jeszcze do użytku.
Gdy zaczynała się majowa powódź, Żuławskich mieszkających na czechowickiej ulicy Grabowiec nie było akurat w domu. Nie byli w stanie nic uratować. Na szczęście sąsiad, widząc co się dzieje, zabrał ich psa. - Gdy wróciliśmy do domu, zastaliśmy koszmar - mówi pan Janusz, emerytowany górnik.

Własny dom to było jego marzenie. Udało się je spełnić w grudniu 2008 roku. Pan Janusz wprowadził się z żoną i dwójką dzieci, W zeszłym roku zaczął ocieplać budynek. w tym roku miał to skończyć. Chciał wykończyć niezamieszkałą jeszcze górę domu. Teraz musi robić wszystko jednocześnie.

Trzeba było zedrzeć ściany i skuć podłogi. Plastikowe framugi okien musiał rozwiercić, bo pełno w nich wody. Meble? Wszystkie wyrzucił, podobnie jak pralkę, lodówkę i resztę sprzętów. Żona do dzisiaj nawet nie chce wejść do środka. Poprosiła tylko męża, żeby wykopał i wyrzucił wszystkie zniszczone przez wodę i szlam krzewy, które pielęgnowała w ogrodzie. - Co mi zostało? Kosiarka, udało się ją uruchomić. A także klamki i zamki, wykręcam je z butwiejących drzwi - pokazuje nam pan Janusz.

W domu był już rzeczoznawca, wycenił straty na ponad 200 tysięcy złotych. Żuławski mówi, że na początku myślał, że nigdy nie uda mu się pozbierać. Ale potem przyjechali przyjaciele z Warszawy, przywieźli mnóstwo przydatnych rzeczy. Tak sami z siebie, bez pytania, czy trzeba mu pomóc. Wzruszył się. Inni, tak jak Robert Kilański, który mieszka w oszczędzonym przez wodę centrum Czechowic-Dziedzic, przychodzą pomagać w porządkach. Także na sąsiadów może liczyć. - Najpierw płakałem. Teraz wierzę, że jeszcze będzie normalnie - mówi.

Na razie cała rodzina mieszka u teściów pana Janusza. Nie wiadomo, kiedy uda im się wrócić do siebie. Na remont na pewno potrzebne są miesiące. - Mam wielką nadzieję, że w Wigilię uda nam się usiąść wspólnie przy stole w naszym domu - mówi Żuławski.

Więcej o zalanych Czechowicach i o tym, jak pomóc, na stronie www.pomocdlaczechowic.gazeta.pl . Podajemy numer konta Urzędu Miejskiego w Czechowicach-Dziedzicach, na który można przesyłać pieniądze: PKO BP O/Bielsko-Biała, nr 68 1020 1390 0000 6802 0024 9680 z dopiskiem "Pomoc dla powodzian".

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów