Nie zwracałem uwagi na tę rzekę. Aż do teraz
10.06.2010
, aktualizacja: 10.06.2010 22:39
Parterowy dom Śliwioków został zalany niemal po dach. Uratowało się niewiele. Co będzie dalej? Nie wiadomo.
ZOBACZ TAKŻE
- Pomoc dociera do powodzian na Podbeskidziu (16-06-10, 16:12)
- Czy powódź może przynieść ludziom coś dobrego? (08-06-10, 21:52)
- Czechowice-Dziedzice czekają na oszacowanie strat (31-05-10, 22:14)
- Pomóż Czechowicom. Potrzebne pampersy, pompy, pościel (26-05-10, 22:26)
- Pomóżmy mieszkańcom Czechowic. Sami nie dadzą rady (25-05-10, 22:04)
- Woda zatrzymała się pod krzyżem. Było jej dwa metry (08-06-10, 01:37)
RAPORTY
- Było i nie ma... Wszystko do kucia - Janusz Śliwiok z Czechowic-Dziedzic pokazuje nam swój dom, do którego wprowadził się z żoną i synem zaledwie dwa lata temu.
Na ścianie w garażu pan Janusz wydrapał datę: 17 maja 2010 roku. To był jeden z najgorszych dni w jego życiu. Woda zaczęła wdzierać się do ogrodu nad ranem, o wpół do piątej. Trzy godziny później Śliwiokowie musieli się ewakuować. Żona z synem mieszka od tego czasu u rodziny, pana Janusza przygarnął sąsiad. W ciągu kilku godzin woda zalała cały dom niemal po same sufity. Uratowało się zaledwie kilka rzeczy, np. plastikowe, ogrodowe krzesła. - Tyle nam zostało z dorobku całego życia - mówi pan Janusz.
Resztę sprzętów i mebli trzeba było wyrzucić, choć niemal wszystkie rzeczy były nowe. Podłoga, pod którą było ogrzewanie, jest do kucia. Podobnie jak ściany. W garażu wystarczy delikatnie puknąć, a tynk odpada wielkimi płatami. Starty oszacowano na ponad 170 tys. zł. Pan Janusz czeka na decyzje ubezpieczyciela. Potem zabierze się za remont. - A jeszcze wisi nad nami duży kredyt, który zaciągnęliśmy na budowę tego domu - martwi się.
Gdy Śliwiokowie skończą remont i znowu zamieszkają u siebie, pod numerem domu chcą powiesić tabliczkę z pamiętną datą. Pan Janusz mówi, że nigdy wcześniej nie zwracał większej uwagi na płynącą w pobliżu rzekę. Do głowy by mu nie przyszło, że może być taka groźna. - A teraz w ciągu zaledwie kilku godzin ta rzeka zmieniła całe nasze życie - dodaje.
Więcej o zalanych Czechowicach i o tym, jak pomóc, na stronie www.pomocdlaczechowic.gazeta.pl.
Na ścianie w garażu pan Janusz wydrapał datę: 17 maja 2010 roku. To był jeden z najgorszych dni w jego życiu. Woda zaczęła wdzierać się do ogrodu nad ranem, o wpół do piątej. Trzy godziny później Śliwiokowie musieli się ewakuować. Żona z synem mieszka od tego czasu u rodziny, pana Janusza przygarnął sąsiad. W ciągu kilku godzin woda zalała cały dom niemal po same sufity. Uratowało się zaledwie kilka rzeczy, np. plastikowe, ogrodowe krzesła. - Tyle nam zostało z dorobku całego życia - mówi pan Janusz.
Resztę sprzętów i mebli trzeba było wyrzucić, choć niemal wszystkie rzeczy były nowe. Podłoga, pod którą było ogrzewanie, jest do kucia. Podobnie jak ściany. W garażu wystarczy delikatnie puknąć, a tynk odpada wielkimi płatami. Starty oszacowano na ponad 170 tys. zł. Pan Janusz czeka na decyzje ubezpieczyciela. Potem zabierze się za remont. - A jeszcze wisi nad nami duży kredyt, który zaciągnęliśmy na budowę tego domu - martwi się.
Gdy Śliwiokowie skończą remont i znowu zamieszkają u siebie, pod numerem domu chcą powiesić tabliczkę z pamiętną datą. Pan Janusz mówi, że nigdy wcześniej nie zwracał większej uwagi na płynącą w pobliżu rzekę. Do głowy by mu nie przyszło, że może być taka groźna. - A teraz w ciągu zaledwie kilku godzin ta rzeka zmieniła całe nasze życie - dodaje.
Więcej o zalanych Czechowicach i o tym, jak pomóc, na stronie www.pomocdlaczechowic.gazeta.pl.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień


