Obyś dzieci w Czechach uczył! Płacą lepiej niż u nas
17.06.2010
, aktualizacja: 17.06.2010 18:32
Małgorzata Kołodziej w czeskiej szkole z wykładowym polskim w Suchej Górze uczy geografii, WF-u i zajmuje się przedszkolakami
Polscy nauczyciele coraz chętniej uciekają do szkół za czeską granicę. - Tu klasy są mniej liczne, pensje wyższe, a o zatrudnienie łatwiej niż w kraju - wyjaśniają.
ZOBACZ TAKŻE
- Najlepsi klienci hipermarketów na południu kraju? Czesi (19-12-10, 22:58)
- Religia do kościoła. W szkołach niech uczą etyki (01-09-10, 22:35)
- Miasto nie płaci za remont szkół. Skandal? Wcale nie (19-07-10, 12:37)
- Posyłasz dziecko do szkoły? Przyznaj się gdzie sypiasz (09-07-10, 23:02)
- Rodzice sześciolatków wciąż obawiają się szkoły (29-06-10, 21:38)
- Uczeń wieczorem w restauracji? Tak, jeśli z rodzicami (22-06-10, 21:41)
- Będą szkolić porządkowych pieszych pielgrzymek (17-06-10, 18:29)
- Kilkuset nauczycieli pikietowało. Chcą m.in. podwyżek (15-06-10, 21:36)
- Jaworzno żegna się z Windowsem i wita z Linuksem (14-06-10, 21:03)
- Kuratorium chce, żeby uczniowie bujali w obłokach (08-06-10, 14:10)
- Popowodziowe lekcje. Śmiać się czy płakać? (02-06-10, 12:06)
- Kurator do polonistki: praca jest, ale nie na Śląsku (15-05-08, 00:00)
Małgorzata Kołodziej niedawno uczyła wychowania fizycznego w podstawówkach w Cieszynie i Marklowicach Górnych. - Musiałam krążyć między dwiema szkołami, żeby mieć etat. Wraz z niżem demograficznym uczniów ubywało i nie było mowy, żebym dostała wystarczającą ilość godzin w jednej placówce - mówi.
Wolny czas pożerała jej pogoń za awansem. Skompletowała całą teczkę dokumentów, żeby uzyskać status nauczycielki dyplomowanej. W końcu postanowiła poszukać pracy u sąsiadów zagranicą.
Na jej ogłoszenie wysłane do Centrum Pedagogicznego dla Polskiego Szkolnictwa Narodowościowego w Czeskim Cieszynie odpowiedział Bohdan Prymus, dyrektor Szkoły Podstawowej i Przedszkola z Polskim Językiem Nauczania w Suchej Górnej, 25 km od Cieszyna.
Na Zaolziu, gdzie mieszka około 40 tys. Polaków, takie placówki są prawie w każdej miejscowości. - To szkoły z polskim językiem nauczania, ale z czeskim programem, podlegające czeskiemu resortowi edukacji i finansowane z czeskiego budżetu - wyjaśnia Marcela Siemińska, p.o. dyrektora CPdPSN.
Zanim Prymus znalazł u niej ofertę, Kołodziej bezskutecznie szukał czeskiego wuefisty. - Młodzi Czesi, znający język polski, nie garną się do szkół, bo bardziej opłaca im się praca w firmie zajmującej się handlem. Najgorzej jest z nauczycielami przedmiotów ścisłych, którzy uciekają do przemysłu, dlatego moja matematyczka i fizyczka też są z Polski - mówi Prymus.
Martwił się, czy Kołodziej da się przekonać, bo mógł zaproponować jej tylko zastępstwo za nauczycielkę, która odeszła na urlop macierzyński. Ale wuefistka z Cieszyna nie żałuje. - Teraz uczę kilkunastoosobowe klasy, w których łatwiej utrzymać dyscyplinę niż w 30-osobowych molochach - mówi.
Nowa praca motywuje ją do rozwoju. Podciągnęła się z geografii Czech, bo oprócz WF-u dyrektor powierzył jej prowadzenie tego przedmiotu. Dla własnej satysfakcji uczy się też języka czeskiego, a niedawno dostała godziny w przedszkolu, więc zdobywa doświadczenie w pracy z maluchami.
Z polskiej do czeskiej części Cieszyna dojeżdża wuefistka Małgorzata Piasecka. W jej podstawówce uczy również nauczycielka nauczania początkowego z okolic Skoczowa. - Przychodzi bardzo dużo podań o pracę z Polski, przede wszystkim od młodych. I to wcale nie tylko z najbliższej okolicy, ale nawet z Wrocławia - opowiada dyrektor Marek Grycz, pracodawca Piaseckiej.
W Czechach dzieci jest tak dużo, że w niektórych szkołach trzeba otwierać kolejne klasy. Np. w podstawówce w Gnojniku, której dyrektor, Tadeusz Grycz, właśnie zatrudnia anglistę z Polski. - Ofertę pracy wysłałem najpierw na uniwersytety w Ostrawie i Ołomuńcu, ale nie dostałem odpowiedzi. Gdy to samo ogłoszenie zamieściłem na stronie internetowej Kuratorium Oświaty w Katowicach, zgłosiło się 30 chętnych, nawet z Częstochowy - mówi.
Nauczyciel z Polski to dla polskich dzieci na Zaolziu prawdziwy skarb, bo daje okazję do kontaktu z czystą, nieskażoną obcym akcentem mową ojczystą. Ale korzystają też nauczyciele - już na starcie zarabiają o kilkaset złotych więcej niż w Polsce, a potem co trzy lata mają podwyżkę.
Wolny czas pożerała jej pogoń za awansem. Skompletowała całą teczkę dokumentów, żeby uzyskać status nauczycielki dyplomowanej. W końcu postanowiła poszukać pracy u sąsiadów zagranicą.
Na jej ogłoszenie wysłane do Centrum Pedagogicznego dla Polskiego Szkolnictwa Narodowościowego w Czeskim Cieszynie odpowiedział Bohdan Prymus, dyrektor Szkoły Podstawowej i Przedszkola z Polskim Językiem Nauczania w Suchej Górnej, 25 km od Cieszyna.
Na Zaolziu, gdzie mieszka około 40 tys. Polaków, takie placówki są prawie w każdej miejscowości. - To szkoły z polskim językiem nauczania, ale z czeskim programem, podlegające czeskiemu resortowi edukacji i finansowane z czeskiego budżetu - wyjaśnia Marcela Siemińska, p.o. dyrektora CPdPSN.
Zanim Prymus znalazł u niej ofertę, Kołodziej bezskutecznie szukał czeskiego wuefisty. - Młodzi Czesi, znający język polski, nie garną się do szkół, bo bardziej opłaca im się praca w firmie zajmującej się handlem. Najgorzej jest z nauczycielami przedmiotów ścisłych, którzy uciekają do przemysłu, dlatego moja matematyczka i fizyczka też są z Polski - mówi Prymus.
Martwił się, czy Kołodziej da się przekonać, bo mógł zaproponować jej tylko zastępstwo za nauczycielkę, która odeszła na urlop macierzyński. Ale wuefistka z Cieszyna nie żałuje. - Teraz uczę kilkunastoosobowe klasy, w których łatwiej utrzymać dyscyplinę niż w 30-osobowych molochach - mówi.
Nowa praca motywuje ją do rozwoju. Podciągnęła się z geografii Czech, bo oprócz WF-u dyrektor powierzył jej prowadzenie tego przedmiotu. Dla własnej satysfakcji uczy się też języka czeskiego, a niedawno dostała godziny w przedszkolu, więc zdobywa doświadczenie w pracy z maluchami.
Z polskiej do czeskiej części Cieszyna dojeżdża wuefistka Małgorzata Piasecka. W jej podstawówce uczy również nauczycielka nauczania początkowego z okolic Skoczowa. - Przychodzi bardzo dużo podań o pracę z Polski, przede wszystkim od młodych. I to wcale nie tylko z najbliższej okolicy, ale nawet z Wrocławia - opowiada dyrektor Marek Grycz, pracodawca Piaseckiej.
W Czechach dzieci jest tak dużo, że w niektórych szkołach trzeba otwierać kolejne klasy. Np. w podstawówce w Gnojniku, której dyrektor, Tadeusz Grycz, właśnie zatrudnia anglistę z Polski. - Ofertę pracy wysłałem najpierw na uniwersytety w Ostrawie i Ołomuńcu, ale nie dostałem odpowiedzi. Gdy to samo ogłoszenie zamieściłem na stronie internetowej Kuratorium Oświaty w Katowicach, zgłosiło się 30 chętnych, nawet z Częstochowy - mówi.
Nauczyciel z Polski to dla polskich dzieci na Zaolziu prawdziwy skarb, bo daje okazję do kontaktu z czystą, nieskażoną obcym akcentem mową ojczystą. Ale korzystają też nauczyciele - już na starcie zarabiają o kilkaset złotych więcej niż w Polsce, a potem co trzy lata mają podwyżkę.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Obyś dzieci w Czechach uczył! Płacą lepiej niż ...
politol59
18.06.10, 22:43
I jeszcze za darmo w ramach edukacji patriotycznej zaczną żarliwieWC-ety upowszechniać.»
-
Srutututu
wislok1
19.06.10, 01:34
Realnie zarabiają nauczyciele TYLE SAMO, bo złotówka ma słaby kurs.Oczywiście, jak ktoś mieszka w Skoczowie i pracuje w Czechach, to po przeliczeniu kursu zł-korona, wychodzi mu kilka stówek»
Najczęściej czytane24 htydzień


