Obyś dzieci w Czechach uczył! Płacą lepiej niż u nas

Magdalena Warchala, Ewa Furtak
17.06.2010 , aktualizacja: 17.06.2010 18:32
A A A Drukuj
Małgorzata Kołodziej w czeskiej szkole z wykładowym polskim w Suchej Górze uczy geografii, WF-u i zajmuje się przedszkolakami Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta Małgorzata Kołodziej w czeskiej szkole z wykładowym polskim w Suchej Górze uczy geografii, WF-u i zajmuje się przedszkolakami
Polscy nauczyciele coraz chętniej uciekają do szkół za czeską granicę. - Tu klasy są mniej liczne, pensje wyższe, a o zatrudnienie łatwiej niż w kraju - wyjaśniają.
Małgorzata Kołodziej niedawno uczyła wychowania fizycznego w podstawówkach w Cieszynie i Marklowicach Górnych. - Musiałam krążyć między dwiema szkołami, żeby mieć etat. Wraz z niżem demograficznym uczniów ubywało i nie było mowy, żebym dostała wystarczającą ilość godzin w jednej placówce - mówi.

Wolny czas pożerała jej pogoń za awansem. Skompletowała całą teczkę dokumentów, żeby uzyskać status nauczycielki dyplomowanej. W końcu postanowiła poszukać pracy u sąsiadów zagranicą.

Na jej ogłoszenie wysłane do Centrum Pedagogicznego dla Polskiego Szkolnictwa Narodowościowego w Czeskim Cieszynie odpowiedział Bohdan Prymus, dyrektor Szkoły Podstawowej i Przedszkola z Polskim Językiem Nauczania w Suchej Górnej, 25 km od Cieszyna.

Na Zaolziu, gdzie mieszka około 40 tys. Polaków, takie placówki są prawie w każdej miejscowości. - To szkoły z polskim językiem nauczania, ale z czeskim programem, podlegające czeskiemu resortowi edukacji i finansowane z czeskiego budżetu - wyjaśnia Marcela Siemińska, p.o. dyrektora CPdPSN.

Zanim Prymus znalazł u niej ofertę, Kołodziej bezskutecznie szukał czeskiego wuefisty. - Młodzi Czesi, znający język polski, nie garną się do szkół, bo bardziej opłaca im się praca w firmie zajmującej się handlem. Najgorzej jest z nauczycielami przedmiotów ścisłych, którzy uciekają do przemysłu, dlatego moja matematyczka i fizyczka też są z Polski - mówi Prymus.

Martwił się, czy Kołodziej da się przekonać, bo mógł zaproponować jej tylko zastępstwo za nauczycielkę, która odeszła na urlop macierzyński. Ale wuefistka z Cieszyna nie żałuje. - Teraz uczę kilkunastoosobowe klasy, w których łatwiej utrzymać dyscyplinę niż w 30-osobowych molochach - mówi.

Nowa praca motywuje ją do rozwoju. Podciągnęła się z geografii Czech, bo oprócz WF-u dyrektor powierzył jej prowadzenie tego przedmiotu. Dla własnej satysfakcji uczy się też języka czeskiego, a niedawno dostała godziny w przedszkolu, więc zdobywa doświadczenie w pracy z maluchami.

Z polskiej do czeskiej części Cieszyna dojeżdża wuefistka Małgorzata Piasecka. W jej podstawówce uczy również nauczycielka nauczania początkowego z okolic Skoczowa. - Przychodzi bardzo dużo podań o pracę z Polski, przede wszystkim od młodych. I to wcale nie tylko z najbliższej okolicy, ale nawet z Wrocławia - opowiada dyrektor Marek Grycz, pracodawca Piaseckiej.

W Czechach dzieci jest tak dużo, że w niektórych szkołach trzeba otwierać kolejne klasy. Np. w podstawówce w Gnojniku, której dyrektor, Tadeusz Grycz, właśnie zatrudnia anglistę z Polski. - Ofertę pracy wysłałem najpierw na uniwersytety w Ostrawie i Ołomuńcu, ale nie dostałem odpowiedzi. Gdy to samo ogłoszenie zamieściłem na stronie internetowej Kuratorium Oświaty w Katowicach, zgłosiło się 30 chętnych, nawet z Częstochowy - mówi.

Nauczyciel z Polski to dla polskich dzieci na Zaolziu prawdziwy skarb, bo daje okazję do kontaktu z czystą, nieskażoną obcym akcentem mową ojczystą. Ale korzystają też nauczyciele - już na starcie zarabiają o kilkaset złotych więcej niż w Polsce, a potem co trzy lata mają podwyżkę.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

  • Obyś dzieci w Czechach uczył! Płacą lepiej niż ... politol59 18.06.10, 22:43

    I jeszcze za darmo w ramach edukacji patriotycznej zaczną żarliwieWC-ety upowszechniać.»

  • Srutututu wislok1 19.06.10, 01:34

    Realnie zarabiają nauczyciele TYLE SAMO, bo złotówka ma słaby kurs.Oczywiście, jak ktoś mieszka w Skoczowie i pracuje w Czechach, to po przeliczeniu kursu zł-korona, wychodzi mu kilka stówek»