Uczeń wieczorem w restauracji? Tak, jeśli z rodzicami
22.06.2010
, aktualizacja: 22.06.2010 22:47
Dyrektor może zbadać ucznia alkomatem, jeśli podejrzewa, że ten pił alkohol, a jeżeli w ciągu dwóch tygodni młody człowiek nie usprawiedliwi nieobecności w szkole, zostanie wykreślony z listy uczniów. Taki rygor obowiązuje w polskojęzycznych szkołach w Czechach. - U nas to nie do pomyślenia - mówią nauczyciele z Polski.
ZOBACZ TAKŻE
- Na koloniach fajnie jest... Ale ciasno i bez mydła (03-08-10, 22:08)
- Posyłasz dziecko do szkoły? Przyznaj się gdzie sypiasz (09-07-10, 23:02)
- W najlepszym liceum nawet 12 kandydatów na miejsce (05-07-10, 23:28)
- Rodzice sześciolatków wciąż obawiają się szkoły (29-06-10, 21:38)
- Cieszyn ma potencjał, ale trochę marnuje swoje szanse (27-06-10, 14:29)
- Czy Częstochowa jest stolicą Śląska? Uczniowie wiedzą (16-06-10, 21:23)
- Jaworzno żegna się z Windowsem i wita z Linuksem (14-06-10, 21:03)
- Kuratorium chce, żeby uczniowie bujali w obłokach (08-06-10, 14:10)
- Obyś dzieci w Czechach uczył! Płacą lepiej niż u nas (17-06-10, 18:32)
Na Zaolziu, gdzie mieszka około 40 tys. Polaków, szkoły z polskim językiem wykładowym działają niemal w każdej miejscowości. Nie są to jednak szkoły polskie, realizowany jest w nich czeski program nauczania, podlegają czeskiemu resortowi edukacji i są finansowane z czeskiego budżetu. Także normy zachowania obowiązujące uczniów są zupełnie inne niż po polskiej stronie granicy.
Szkoła Podstawowa z Polskim Językiem Nauczania w Czeskim Cieszynie zastrzega np. w regulaminie, że "w godzinach wieczornych uczeń bez towarzystwa rodziców nie wchodzi do restauracji. Na przedstawienia wieczorne uczęszcza tylko w towarzystwie rodziców lub osób przez nich upoważnionych".
- Gdy któryś nauczyciel zauważy, że uczeń narusza ten punkt regulaminu, ma prawo zwrócić mu uwagę. Były już takie przypadki - opowiada Małgorzata Piasecka, nauczycielka z Polski, która pracuje w szkole w Czeskim Cieszynie. Dodaje, że nikt nie traktuje zasad jak ograniczania praw uczniowskich. Wręcz przeciwnie, wszyscy uważają, że to dla dobra samych dzieci. Tym bardziej że zapis został zaakceptowany przez rodziców.
Statuty czeskich szkół z polskim językiem nauczania przewidują surowe restrykcje także za opuszczanie zajęć. W statucie Gimnazjum z Polskim Językiem Nauczania w Czeskim Cieszynie zapisano, że jeśli ucznia nie ma na lekcjach dłużej niż trzy dni, wychowawca żąda od jego rodzica wyjaśnienia przyczyn absencji (mogą to być tylko istotne przyczyny: choroba, wyjątkowe wydarzenia rodzinne, problem z dojazdem do szkoły). "Jeżeli w terminie do 10 dni nieobecność ucznia nie zostanie usprawiedliwiona, wtedy szkoła przyjmuje, że uczeń zrezygnował z nauki i skreśla go z listy uczniów" - głosi punkt 10. statutu.
Z kolei punkt 3. zastrzega, że jeżeli uczeń pojawi się w szkole w stanie wskazującym na spożycie alkoholu, dyrektor może nakazać zbadanie go alkomatem. - Nie musieliśmy jeszcze korzystać z tych zapisów, ale dobrze, że są. Działają na młodzież jak straszak - mówi Krystyna Herman, dyrektorka gimnazjum.
Monika Michalik, dyrektorka Gimnazjum nr 4 w Katowicach, przyznaje, że w Polsce mówi się więcej o prawach niż o obowiązkach uczniów i że te proporcje należałoby zrównoważyć, bo prowadzą do rozluźnienia szkolnych obyczajów. Sama doświadczyła tego, gdy jej gimnazjum zaczęła terroryzować grupa uczniów, skazana w końcu przez sąd za znieważanie nauczycieli. Ale nie jest do końca przekonana, że surowe zapisy sprawdziłyby się w naszym kraju. - Choćby zakaz samotnych wieczornych wyjść, który dotyczy prywatnych ustaleń między uczniami a rodzicami. Wielu buntowałoby się przeciw ingerencji szkoły w swoje sprawy. A bez poparcia rodziców zapis pozostałby martwy - mówi Michalik. Jej zdaniem polskiej szkole bardziej niż surowych przepisów brakuje porozumienia na linii nauczyciele - rodzice.
Michalik: - Wielu szuka winy w szkole, gdy dziecko zrobi coś złego, ale jeśli nauczyciel wcześniej zwraca im uwagę na problemy dziecka, uważają, że wtyka nos w nie swoje sprawy.
Herman podkreśla, że czeskie statuty dają młodzieży również sporo swobody. - Nasze gimnazjum to odpowiednik polskiego liceum, chodzą tu uczniowie w wieku 15-19 lat. Zgodnie z czeskim prawem ci pełnoletni mogą sami usprawiedliwiać nieobecności - mówi.
Podobne prawo mają także pełnoletni uczniowie w Polsce, ale nie wszystkie licea to respektują. Niektóre żądają od pełnoletnich licealistów zaświadczenia lekarskiego. - Skoro chcą być traktowani jak dorośli, niech przynoszą L4, tak jak pracownicy do zakładu pracy - wyjaśniała niedawno "Gazecie" Maria Dłotko, wicedyrektorka katowickiego VIII LO im. Skłodowskiej-Curie.
Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, nie wierzy w to, by zapis np. o zakazie wieczornych wyjść do restauracji bez opieki rodziców był możliwy do przyjęcia w którejś z polskich szkół. - To jednak bardzo duża ingerencja w życie prywatne. Nasuwa mi się jeszcze pytanie, czy uczenie dzieci, że każda sfera naszego życia może być uregulowana przepisami, statutami i regulaminami, jest dobre? - zastanawia się.
Szkoła Podstawowa z Polskim Językiem Nauczania w Czeskim Cieszynie zastrzega np. w regulaminie, że "w godzinach wieczornych uczeń bez towarzystwa rodziców nie wchodzi do restauracji. Na przedstawienia wieczorne uczęszcza tylko w towarzystwie rodziców lub osób przez nich upoważnionych".
- Gdy któryś nauczyciel zauważy, że uczeń narusza ten punkt regulaminu, ma prawo zwrócić mu uwagę. Były już takie przypadki - opowiada Małgorzata Piasecka, nauczycielka z Polski, która pracuje w szkole w Czeskim Cieszynie. Dodaje, że nikt nie traktuje zasad jak ograniczania praw uczniowskich. Wręcz przeciwnie, wszyscy uważają, że to dla dobra samych dzieci. Tym bardziej że zapis został zaakceptowany przez rodziców.
Statuty czeskich szkół z polskim językiem nauczania przewidują surowe restrykcje także za opuszczanie zajęć. W statucie Gimnazjum z Polskim Językiem Nauczania w Czeskim Cieszynie zapisano, że jeśli ucznia nie ma na lekcjach dłużej niż trzy dni, wychowawca żąda od jego rodzica wyjaśnienia przyczyn absencji (mogą to być tylko istotne przyczyny: choroba, wyjątkowe wydarzenia rodzinne, problem z dojazdem do szkoły). "Jeżeli w terminie do 10 dni nieobecność ucznia nie zostanie usprawiedliwiona, wtedy szkoła przyjmuje, że uczeń zrezygnował z nauki i skreśla go z listy uczniów" - głosi punkt 10. statutu.
Z kolei punkt 3. zastrzega, że jeżeli uczeń pojawi się w szkole w stanie wskazującym na spożycie alkoholu, dyrektor może nakazać zbadanie go alkomatem. - Nie musieliśmy jeszcze korzystać z tych zapisów, ale dobrze, że są. Działają na młodzież jak straszak - mówi Krystyna Herman, dyrektorka gimnazjum.
Monika Michalik, dyrektorka Gimnazjum nr 4 w Katowicach, przyznaje, że w Polsce mówi się więcej o prawach niż o obowiązkach uczniów i że te proporcje należałoby zrównoważyć, bo prowadzą do rozluźnienia szkolnych obyczajów. Sama doświadczyła tego, gdy jej gimnazjum zaczęła terroryzować grupa uczniów, skazana w końcu przez sąd za znieważanie nauczycieli. Ale nie jest do końca przekonana, że surowe zapisy sprawdziłyby się w naszym kraju. - Choćby zakaz samotnych wieczornych wyjść, który dotyczy prywatnych ustaleń między uczniami a rodzicami. Wielu buntowałoby się przeciw ingerencji szkoły w swoje sprawy. A bez poparcia rodziców zapis pozostałby martwy - mówi Michalik. Jej zdaniem polskiej szkole bardziej niż surowych przepisów brakuje porozumienia na linii nauczyciele - rodzice.
Michalik: - Wielu szuka winy w szkole, gdy dziecko zrobi coś złego, ale jeśli nauczyciel wcześniej zwraca im uwagę na problemy dziecka, uważają, że wtyka nos w nie swoje sprawy.
Herman podkreśla, że czeskie statuty dają młodzieży również sporo swobody. - Nasze gimnazjum to odpowiednik polskiego liceum, chodzą tu uczniowie w wieku 15-19 lat. Zgodnie z czeskim prawem ci pełnoletni mogą sami usprawiedliwiać nieobecności - mówi.
Podobne prawo mają także pełnoletni uczniowie w Polsce, ale nie wszystkie licea to respektują. Niektóre żądają od pełnoletnich licealistów zaświadczenia lekarskiego. - Skoro chcą być traktowani jak dorośli, niech przynoszą L4, tak jak pracownicy do zakładu pracy - wyjaśniała niedawno "Gazecie" Maria Dłotko, wicedyrektorka katowickiego VIII LO im. Skłodowskiej-Curie.
Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, nie wierzy w to, by zapis np. o zakazie wieczornych wyjść do restauracji bez opieki rodziców był możliwy do przyjęcia w którejś z polskich szkół. - To jednak bardzo duża ingerencja w życie prywatne. Nasuwa mi się jeszcze pytanie, czy uczenie dzieci, że każda sfera naszego życia może być uregulowana przepisami, statutami i regulaminami, jest dobre? - zastanawia się.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Uczeń wieczorem w restauracji? Tak, jeśli z rod...
politol59
23.06.10, 10:19
Słusznie i to tam gdzie spędznie czasu w restaracjach jest bardziejpowszechna niż u nas, tylko adoptować i wrócić do starych dobrych wzorów.»
Najczęściej czytane24 htydzień


