"Ratunek przed ruiną". Oddali nam 200 mln zł na zdrowie

Judyta Watoła
2010-08-20 , aktualizacja: 20.08.2010 21:23
A A A Drukuj
Hasło ze zdjęcia oddaje stan ducha lekarzy i dyrekcji szpitali. Po decyzji prezesa NFZ powinno im nieco ulżyć Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta Hasło ze zdjęcia oddaje stan ducha lekarzy i dyrekcji szpitali. Po decyzji prezesa NFZ powinno im nieco ulżyć
Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jacek Paszkiewicz zapowiedział w piątek, że żaden oddział funduszu nie dostanie w przyszłym roku mniej pieniędzy niż ma teraz. Dla śląskiego NFZ-etu oznacza to odzyskanie 200 mln zł, których wcześniej został pozbawiony - pisze Judyta Watoła.
Dodatkowe pieniądze mają pochodzić z funduszu zapasowego NFZ-etu. Trafią one do województw, które miały mieć okrojone wydatki. Chodzi o siedem województw, które po wprowadzeniu w ubiegłym roku nowego algorytmu mają mieć sukcesywnie coraz mniejszy udział w puli pieniędzy na zdrowie. Nowego algorytmu chcieli samorządowcy i politycy z województw wschodnich, którzy twierdzili, że ich szpitale są pokrzywdzone.

Bogaci mieli więc oddać biednym. Najwięcej na tej zmianie stracić miało Mazowsze - w przyszłym roku aż 400 mln zł. Na drugim miejscu znalazło się właśnie województwo śląskie z wydatkami na leczenie okrojonymi o 200 mln zł. W sumie wszystkie tzw. bogate oddziały zostały pozbawione 860 mln zł.

Kiedy w poniedziałek ogłoszono, że minister zdrowia Ewie Kopacz nie przeszkadza taki plan, na Śląsku i na Mazowszu wybuchło oburzenie. Nie gasło - zwłaszcza gdy trzy dni temu rzecznik śląskiego NFZ-etu Jacek Kopocz zapowiedział, że należy się spodziewać kolejnych cięć kontraktów dla szpitali. Powód: są dziedziny, w których wydatki rosną niezależnie od tego, że obcina się nam pieniądze - refundacja leków i podstawowa opieka zdrowotna. - Ponieważ nie można wprowadzić w nich limitów, trzeba ciąć kontrakty gdzie indziej - tłumaczył Kopocz.

W szpitalach, które już w ubiegłym roku miały obcięte kontrakty i które teraz coraz bardziej się zadłużają, zawrzało. - To zabójcza dla szpitali polityka. Nie wiem, kto to przetrwa - denerwowała się Anna Knysok, wicedyrektorka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.

W piątek okazało się, że kilka dni po podpisaniu przez minister Kopacz planu finansowego NFZ-etu na 2011 rok jej zastępca Jakub Szulc napisał do prezesa funduszu list z prośbą, by go zmienił i wszystkie oddziały dostały w przyszłym roku na leczenie przynajmniej tyle pieniędzy, ile mają dziś. Żaden oddział na tej decyzji nie straci, ponieważ chodzi o dodatkową pulę pieniędzy.

Ministerstwo zdrowia i NFZ zapewniają, że można ją dzielić bez stosowania algorytmu. Są jednak co do tego wątpliwości. Artykuł ustawy zdrowotnej, na który się powołują, mówi tylko o tym, że pieniądze z tzw. funduszu zapasowego mogą być przeznaczane na pokrycie straty z lat ubiegłych. O tym, że wolno go przeznaczyć na wydatki w następnym roku, i to nie stosując algorytmu, nie ma w nim mowy.

- To dla nas ratunek przed ruiną, więc nie będę wybrzydzać - mówi Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.

- Nie cieszy mnie to, że urzędnicy łamią przepisy, ale perspektywa lepszego kontraktu oczywiście tak - komentuje z kolei Knysok.

Nie ulega jednak dla niej wątpliwości, że gdyby nowy plan nie uderzał tak bardzo w warszawskie szpitale, losem tych na Śląsku nikt by się w ministerstwie nie przejął i żadnego listu z prośbą o dołożenie nam pieniędzy by nie było. - Mamy szczęście w nieszczęściu, że tym razem jechaliśmy na tym samym wózku - mówi Knysok.

Trudno nie przyznać jej racji. W Warszawie odważnie głos zabierali dyrektorzy szpitali i szefowa oddziału NFZ-etu. U nas było cicho. Ponoć od tygodni toczyły się jakieś zakulisowe rozmowy, ale nawet jeśli, to ich uczestnicy dalej trzymają wszystko w tajemnicy.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy