Prezydenci kontra Platforma. Chcą mieć listę do sejmiku

Przemysław Jedlecki
2010-08-20 , aktualizacja: 20.08.2010 21:28
A A A Drukuj
Do sejmiku ciągnie dzieci i dorosłych Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta Do sejmiku ciągnie dzieci i dorosłych
Bezpartyjni prezydenci zwierają szyki i chcą pokrzyżować plany Platformie Obywatelskiej, która ma ambicje rządzenia w największych miastach i regionie. Ich plan to wspólna lista do sejmiku województwa.
Nieformalną koalicję tworzą prezydenci Katowic, Gliwic, Piekar Śląskich, Tychów, Chorzowa, Rybnika i Bielska-Białej. Kilka dni temu niektórzy z nich spotkali się u Piotra Uszoka, prezydenta Katowic.

Nieoficjalnie wiadomo, że prezydenci próbowali wcześniej dojść do porozumienia z PO. Za pośrednictwem Jerzego Buzka do premiera Donalda Tuska trafiła oferta swoistego paktu o nieagresji. Samorządowcy uznali, że skoro PO wystawi własnych kandydatów, to w ich interesie jest, by kampania wyborcza nie była bezwzględną walką i kopaniem się po kostkach. - W zamian gotowi byliśmy zaoferować PO powyborcze koalicje w radach miast bez względu na wynik wyborów. Oferta pozostała jednak bez odpowiedzi - mówi anonimowo jeden z prezydentów.

Ale PO liczy na zwycięstwo w kilku miastach, więc tegoroczna kampania wyborcza będzie na pewno gorąca. O woli walki tej partii świadczy też fakt, że na Śląsku w obecności Tuska i czołowych polityków ma się rozpocząć ogólnopolska kampania samorządowa Platformy.

W tej sytuacji prezydenci postanowili się bronić i chcą walczyć z PO o władzę - nie tylko w miastach, lecz przede wszystkim w sejmiku województwa. - To władze regionu decydują o wielu inwestycjach i - co najważniejsze - tu są dzielone gigantyczne unijne dotacje - argumentuje rozmówca "Gazety".

Dlatego zamierzają wystawić w wyborach do sejmiku własne listy pod nazwą Porozumienie Samorządowe. Z nieoficjalnych zapowiedzi wynika, że wśród kandydatów mają się znaleźć niektórzy prezydenci lub ich bliscy współpracownicy. Start w wyborach do sejmiku nie będzie im przeszkadzał w walce o prezydentury. - W dodatku ma tę ogromną zaletę, że nazwisko prezydenta może "pociągnąć" listę, a jeśli kandydat wygra wybory prezydenckie, to po prostu zrezygnuje z mandatu w sejmiku - mówi samorządowiec.

Prezydenci przyznają, że w zdobycie większości nie wierzą, ale liczą, że mogą zyskać co najmniej kilka miejsc w lokalnym parlamencie. Jest szansa, że wtedy Porozumienie Samorządowe stanie się języczkiem u wagi w podzielonym sejmiku i PO będzie zmuszona do współpracy z nim. Naturalną koleją rzeczy będzie wtedy przeniesienie koalicji z sejmiku do miast. I to jest prawdziwy cel prezydentów z wieloletnim stażem, którzy wyjątkowo cenią sobie spokój i za wszelką cenę chcą uniknąć politycznej wojny, która utrudni im rządzenie miastami. Podobno prezydenci są nawet gotowi zrezygnować z walki o sejmik, jeśli PO im zagwarantuje spokój.

Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski i jeden z liderów regionalnej PO, nie wierzy w wyborczy sukces listy prezydentów. - Ani trochę się tego nie boję. Wyborcy tego nie kupią - przecież albo jest się prezydentem miasta, albo radnym. Nawet jeśli ta inicjatywa dojdzie do skutku i prezydenci będą mieli kilku radnych, to nie sądzę, żeby to miało wpływ na ewentualne koalicje z nami - mówi.

W dodatku sejmik zawsze był zdominowany przez partie i trudno będzie przełamać ten trend. Trzy lata temu taką próbę podjął skłócony z PO marszałek Janusz Moszyński. Założył Samorządową Inicjatywę Obywatelską. Na jej pierwszym spotkaniu pojawiło się wielu samorządowców. Zapowiadano, że SIO wystawi kandydatów w kolejnych wyborach do sejmiku. Dziś jednak jest o niej cicho.

Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego, mówi, że inicjatywa prezydentów jest próbą zagrania na nosie liderom PO. - Ale nie przeceniałbym ich szans. Do wyborów zostały raptem trzy miesiące. Czy w tak krótkim czasie stać ich na zorganizowanie kampanii wyborczej? No i kto będzie na listach? Jedno znane nazwisko nie wystarczy - mówi Słupik. Jego zdaniem samodzielna lista prezydentów uderzy nie tylko w PO, lecz także w PiS oraz np. RAŚ. - Jeżeli jednak doświadczeni prezydenci będą mieli kiepski wynik w tych wyborach, to będziemy mogli mówić o ich kompromitacji. Dlatego walka o sejmik to spore ryzyko dla ich pozycji politycznej - uważa politolog.

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów