Umysł sprawny, ale czy komuś potrzebny?
2011-02-09
, aktualizacja: 09.02.2011 10:39
Ludwik Brański z Bielska-Białej nie chodzi z powodu zasiedzenia. Nie może liczyć na darmową pomoc, bo nie miał wypadku, nie jest śmiertelnie chory i... jest za stary.
ZOBACZ TAKŻE
- Będzie łóżko dla pana Ludwika! (10-02-11, 18:01)
- ZUS wysłał list do zmarłego, bo urzędnik się pomylił (13-01-11, 11:56)
- Deptak z przeszkodami. Nie dla niepełnosprawnych (12-08-10, 23:19)
- ZUS: Pracujące ciężarne kobiety są... podejrzane (04-06-10, 12:04)
Opiekunka przychodziła do pana Ludwika codziennie rano i wieczorem. Najpierw, żeby mu pomóc usiąść na krześle, potem położyć do łóżka. Każda wizyta kosztowała 13 zł (w soboty i niedziele 20 zł). W agencji opiekuńczej brakowało jednak mężczyzn i opiekunce musiała pomagać żona pana Ludwika. - Biedna ta moja Małgosia, wszystko na jej głowie - mówi Brański.
Żona także jest schorowana, ma uszkodzony kręgosłup i kolana. Ostatecznie to jednak ona sadza i kładzie męża, bo bywało, że opieka kosztowała Brańskich 800 zł miesięcznie. A ona jest na rencie (664 zł), on na emeryturze (1499 zł). Nie stać ich więc na taki wydatek. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej prowadzi właśnie nabór wolontariuszy, ale do... pomocy dzieciom w odrabianiu lekcji.
Pan Ludwik skończy w tym roku 86 lat. Nie chodzi od dwóch lat. W zasadzie od dawna nogi uginały mu się w kolanach i przykurczały. Dziesięć lat temu zaczął chodzić o lasce, pięć lat później zamienił ją na kule, potem miał chodzik, aż w końcu upadł i pozostał mu tylko wózek. - Jestem słaby jak mucha, trochę to moja wina, za dużo w życiu siedziałem - mówi. Jest tłumaczem niemieckiego. - Dla Ludwiczka najważniejsze było dotrzymanie terminów, za to go cenili i miał coraz więcej pracy - tłumaczy męża pani Małgorzata.
W zeszłym roku pojawiła się szansa, że pan Ludwik znowu zacznie chodzić. Odwiedzał go masażysta, spacerowali dookoła stołu. Może i postawiłby staruszka na nogi, gdyby masował go długo. Ale za pomoc znowu trzeba było płacić z własnej kieszeni 30 zł za wizytę. Lekarze stwierdzili, że niepełnosprawność Brańskiego wynika z zasiedzenia. Narodowy Fundusz Zdrowia refunduje rehabilitację z powodu wypadku, udaru, wylewu czy złamania. Panu Ludwikowi nie należą się więc nawet opatrunki i maści na odleżyny, jedynie 30 pampersów miesięcznie. Brańscy musieli zrezygnować z masażysty, bo wszystkie ich oszczędności pochłonęło przystosowanie łazienki. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zwrócił 80 proc. inwestycji, ale od 6 tys. zł. Łazienka kosztowała 2 tys. więcej.
Małżeństwo zaczęło się rozglądać za łóżkiem rehabilitacyjnym. Wypatrzyli nowe za 4,5 tys. zł, używane o połowę tańsze. Za to w internecie na stronie Caritasu diecezji bielsko-żywieckiej znaleźli informację, że wypożycza sprzęt rehabilitacyjny, m.in. łóżka podnoszone elektrycznie bądź hydraulicznie, z bocznymi zabezpieczeniami chroniącymi przed upadkiem oraz wysięgnikiem, służące chorym do podniesienia. Idealne dla pana Ludwika, mógłby częściej wstawać i leczyć odleżyny.
Niestety, w bielskim Caritasie nie podnoszą telefonów, "Gazecie" również się nie udało mimo interwencji w centrali w Warszawie. Caritas dostał sprzęt za darmo z Holandii, czy wypożycza go również nieodpłatnie? Na pewno robi to bielskie hospicjum, ale tylko swoim pacjentom. A pan Ludwik nie jest przecież chory onkologicznie w stadium terminalnym. Ma "tylko" miażdżycę, nadciśnienie tętnicze, ostrą niewydolność krążenia, przewlekłą niewydolność nerek. - Wózek dał nam za darmo sąsiad, pastor z kościoła Baptystów. Nie wiem, skąd go wziął, jak mu powiedziałam, że potrzebny mężowi, w tydzień załatwił.
- Człowiek musiałby być trupem, żeby mu pomogli. Mówimy tu pani o wszystkim jak na spowiedzi. Pracowałem na etacie 44 lata, chciałbym jeszcze jakoś pożyć... Mogę tłumaczyć w zamian za pomoc - obiecuje Brański, z wykształcenia inżynier chemik. Jak tłumacz przekładał głównie opisy konstrukcyjne samochodów, potrafi także dokumenty prawne i medyczne.
Pani Małgorzata: - Ludwiczek umysł ma jeszcze sprawny.
Pan Ludwik: - Ale czy jeszcze komuś potrzebny?
Żona także jest schorowana, ma uszkodzony kręgosłup i kolana. Ostatecznie to jednak ona sadza i kładzie męża, bo bywało, że opieka kosztowała Brańskich 800 zł miesięcznie. A ona jest na rencie (664 zł), on na emeryturze (1499 zł). Nie stać ich więc na taki wydatek. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej prowadzi właśnie nabór wolontariuszy, ale do... pomocy dzieciom w odrabianiu lekcji.
Pan Ludwik skończy w tym roku 86 lat. Nie chodzi od dwóch lat. W zasadzie od dawna nogi uginały mu się w kolanach i przykurczały. Dziesięć lat temu zaczął chodzić o lasce, pięć lat później zamienił ją na kule, potem miał chodzik, aż w końcu upadł i pozostał mu tylko wózek. - Jestem słaby jak mucha, trochę to moja wina, za dużo w życiu siedziałem - mówi. Jest tłumaczem niemieckiego. - Dla Ludwiczka najważniejsze było dotrzymanie terminów, za to go cenili i miał coraz więcej pracy - tłumaczy męża pani Małgorzata.
W zeszłym roku pojawiła się szansa, że pan Ludwik znowu zacznie chodzić. Odwiedzał go masażysta, spacerowali dookoła stołu. Może i postawiłby staruszka na nogi, gdyby masował go długo. Ale za pomoc znowu trzeba było płacić z własnej kieszeni 30 zł za wizytę. Lekarze stwierdzili, że niepełnosprawność Brańskiego wynika z zasiedzenia. Narodowy Fundusz Zdrowia refunduje rehabilitację z powodu wypadku, udaru, wylewu czy złamania. Panu Ludwikowi nie należą się więc nawet opatrunki i maści na odleżyny, jedynie 30 pampersów miesięcznie. Brańscy musieli zrezygnować z masażysty, bo wszystkie ich oszczędności pochłonęło przystosowanie łazienki. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zwrócił 80 proc. inwestycji, ale od 6 tys. zł. Łazienka kosztowała 2 tys. więcej.
Małżeństwo zaczęło się rozglądać za łóżkiem rehabilitacyjnym. Wypatrzyli nowe za 4,5 tys. zł, używane o połowę tańsze. Za to w internecie na stronie Caritasu diecezji bielsko-żywieckiej znaleźli informację, że wypożycza sprzęt rehabilitacyjny, m.in. łóżka podnoszone elektrycznie bądź hydraulicznie, z bocznymi zabezpieczeniami chroniącymi przed upadkiem oraz wysięgnikiem, służące chorym do podniesienia. Idealne dla pana Ludwika, mógłby częściej wstawać i leczyć odleżyny.
Niestety, w bielskim Caritasie nie podnoszą telefonów, "Gazecie" również się nie udało mimo interwencji w centrali w Warszawie. Caritas dostał sprzęt za darmo z Holandii, czy wypożycza go również nieodpłatnie? Na pewno robi to bielskie hospicjum, ale tylko swoim pacjentom. A pan Ludwik nie jest przecież chory onkologicznie w stadium terminalnym. Ma "tylko" miażdżycę, nadciśnienie tętnicze, ostrą niewydolność krążenia, przewlekłą niewydolność nerek. - Wózek dał nam za darmo sąsiad, pastor z kościoła Baptystów. Nie wiem, skąd go wziął, jak mu powiedziałam, że potrzebny mężowi, w tydzień załatwił.
- Człowiek musiałby być trupem, żeby mu pomogli. Mówimy tu pani o wszystkim jak na spowiedzi. Pracowałem na etacie 44 lata, chciałbym jeszcze jakoś pożyć... Mogę tłumaczyć w zamian za pomoc - obiecuje Brański, z wykształcenia inżynier chemik. Jak tłumacz przekładał głównie opisy konstrukcyjne samochodów, potrafi także dokumenty prawne i medyczne.
Pani Małgorzata: - Ludwiczek umysł ma jeszcze sprawny.
Pan Ludwik: - Ale czy jeszcze komuś potrzebny?
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



