Nasza zima zła... Piłkarze z gór wiedzą to najlepiej
2009-11-23
, aktualizacja: 23.11.2009 20:34
- Zaczynamy zgodnie z terminarzem, a kończymy z pierwszym śniegiem - śmieje się Wincenty Kąkol, prezes drużyny z Milówki. Piłkarze z górskich miejscowości stają zimą przed dużo większymi wyzwaniami niż ich koledzy z nizin. Może to dlatego beskidzki czy podhalański klub nigdy nie zagrał w ekstraklasie?
ZOBACZ TAKŻE
- Andrzej Sadlok: Chłopcy ze wsi wcale nie są gorsi (18-11-09, 20:08)
- Malutkie kluby czują się ograbiane przez PZPN (17-11-09, 22:14)
Pamiętacie, jak w październiku spadł pierwszy śnieg i kilka klubów z naszego regionu zastanawiało się nad przełożeniem spotkań? No to posłuchajcie, co działo się kilkadziesiąt kilometrów dalej na południe. - Gdy patrzyłem na relacje telewizyjne i ledwo zabielone ulice, to ogarniał mnie śmiech. U nas na boisku leżał ponad metr śniegu! Jeszcze tydzień później grać się nie dało - podkreśla Krzysztof Chorąży, prezes B-klasowego KP Trójwieś Istebna.
Wieś położona w powiecie cieszyńskim leży na wysokości około 600 metrów nad poziomem morza. Miejscowy klub bierze udział w rozgrywkach, którymi zarządza podokręg Skoczów. - Spotkań przekładanych z powodu załamania pogody nikt nie zliczy. Z Istebną problem jest od zawsze, i to nawet nie tyle jesienią, co wiosną. Gdy w innych miejscowościach trawa się zieleni, u nich wciąż można lepić bałwana - uśmiecha się Zenon Wawrzyczek, sekretarz podokręgu Skoczów.
- Czasami to i w połowie kwietnia nie da się u nas grać w piłkę. W podokręgu dobrze o tym wiedzą i tak nam ustalają terminarz, że jesienią pierwsze dwie, trzy kolejki gramy u siebie, a wiosną zaczynamy rundę od kilku spotkań na wyjeździe. Czekamy, aż i do nas dotrze słońce - uśmiecha się Chorąży.
W położonej nieopodal Milówce aż tak bardzo zimy się nie boją. - Przy Istebnej to my już w górach nie leżymy - żartuje Wincenty Kąkol, prezes LKS-u Podhalanka Milówka, który gra w żywieckiej A-klasie. - W tym roku - poza tym październikowym załamaniem - pogoda jest super. Najczęściej jednak gramy od pierwszej kolejki do... pierwszego śniegu. Terminarz to jedno, a życie drugie - dodaje Kąkol.
Sezon w górach jest krótki. - Pierwsza runda od sierpnia do końca października. Rewanże od kwietnia do czerwca. W listopadzie i marcu staramy się już nie grać - przyznaje Wawrzyczek.
- Górale to zawzięty naród i gdyby tylko pozwolić chłopakom, to trenowaliby w śniegu po kolana. W moich czasach zdarzało się to nawet często, ale teraz ze względu na bezpieczeństwo piłkarzy lepiej do tego nie dopuszczać. O odśnieżaniu nie ma mowy - zaraz napada na nowo. Ciężkim sprzętem też lepiej nie wjeżdżać na boisko, bo tylko zniszczy się murawę. Trzeba czekać - rozkłada ręce Chorąży.
W poszukiwaniu kawałka zielonej, najczęściej sztucznej trawy, beskidzkie kluby jeżdżą do Czech. Piłkarze z Istebnej najchętniej rozgrywają sparingi w pobliskim Jablonkovie. To raptem 12 kilometrów drogi. - Ach, żeby u nas był taki ośrodek - rozmarza się Chorąży. - Nie mają klubu, a ośrodek pierwsza klasa. Można grać nawet przy jupiterach - zachwyca się Kąkol, którego Podhalanka też jeździ do Jablonkova. - My to i tak nie mamy co narzekać. W porównaniu z innymi to mamy w Milówce świetne warunki. Dużą salę do treningów pod dachem, orlik ze sztuczną nawierzchnią... Naprawdę nie jest źle - podkreśla.
Co jednak mają powiedzieć piłkarze A-klasowej Magury Bystra? - Zaraz przy boisku mamy taki wał ziemi. Przez całą zimę nawiewa tam śnieg. Gdyby go zostawić samemu sobie, to topniałby do maja! Raz chcieliśmy go usunąć koparką. Zniszczyliśmy tylko murawę. Do końca sezonu było widać ślady. Dlatego teraz - razem z piłkarzami - usuwamy zmarzlinę ręcznie. Łopatami trzeba przerzucić i 200 ton śniegu - podkreśla prezes Piotr Pietrysko.
- I jak w takich warunkach marzyć o drużynach, które grałyby nie tyle w ekstraklasie, co chociaż na szczeblu centralnym? Piłkarze uciekają nam do Bielska czy na Śląsk w poszukiwaniu lepszych klubów. Gdybym miał dla chłopaków chociaż 20 zł za mecz, to już byłbym szczęśliwy - wzdycha Pietrysko.
Wieś położona w powiecie cieszyńskim leży na wysokości około 600 metrów nad poziomem morza. Miejscowy klub bierze udział w rozgrywkach, którymi zarządza podokręg Skoczów. - Spotkań przekładanych z powodu załamania pogody nikt nie zliczy. Z Istebną problem jest od zawsze, i to nawet nie tyle jesienią, co wiosną. Gdy w innych miejscowościach trawa się zieleni, u nich wciąż można lepić bałwana - uśmiecha się Zenon Wawrzyczek, sekretarz podokręgu Skoczów.
- Czasami to i w połowie kwietnia nie da się u nas grać w piłkę. W podokręgu dobrze o tym wiedzą i tak nam ustalają terminarz, że jesienią pierwsze dwie, trzy kolejki gramy u siebie, a wiosną zaczynamy rundę od kilku spotkań na wyjeździe. Czekamy, aż i do nas dotrze słońce - uśmiecha się Chorąży.
W położonej nieopodal Milówce aż tak bardzo zimy się nie boją. - Przy Istebnej to my już w górach nie leżymy - żartuje Wincenty Kąkol, prezes LKS-u Podhalanka Milówka, który gra w żywieckiej A-klasie. - W tym roku - poza tym październikowym załamaniem - pogoda jest super. Najczęściej jednak gramy od pierwszej kolejki do... pierwszego śniegu. Terminarz to jedno, a życie drugie - dodaje Kąkol.
Sezon w górach jest krótki. - Pierwsza runda od sierpnia do końca października. Rewanże od kwietnia do czerwca. W listopadzie i marcu staramy się już nie grać - przyznaje Wawrzyczek.
- Górale to zawzięty naród i gdyby tylko pozwolić chłopakom, to trenowaliby w śniegu po kolana. W moich czasach zdarzało się to nawet często, ale teraz ze względu na bezpieczeństwo piłkarzy lepiej do tego nie dopuszczać. O odśnieżaniu nie ma mowy - zaraz napada na nowo. Ciężkim sprzętem też lepiej nie wjeżdżać na boisko, bo tylko zniszczy się murawę. Trzeba czekać - rozkłada ręce Chorąży.
W poszukiwaniu kawałka zielonej, najczęściej sztucznej trawy, beskidzkie kluby jeżdżą do Czech. Piłkarze z Istebnej najchętniej rozgrywają sparingi w pobliskim Jablonkovie. To raptem 12 kilometrów drogi. - Ach, żeby u nas był taki ośrodek - rozmarza się Chorąży. - Nie mają klubu, a ośrodek pierwsza klasa. Można grać nawet przy jupiterach - zachwyca się Kąkol, którego Podhalanka też jeździ do Jablonkova. - My to i tak nie mamy co narzekać. W porównaniu z innymi to mamy w Milówce świetne warunki. Dużą salę do treningów pod dachem, orlik ze sztuczną nawierzchnią... Naprawdę nie jest źle - podkreśla.
Co jednak mają powiedzieć piłkarze A-klasowej Magury Bystra? - Zaraz przy boisku mamy taki wał ziemi. Przez całą zimę nawiewa tam śnieg. Gdyby go zostawić samemu sobie, to topniałby do maja! Raz chcieliśmy go usunąć koparką. Zniszczyliśmy tylko murawę. Do końca sezonu było widać ślady. Dlatego teraz - razem z piłkarzami - usuwamy zmarzlinę ręcznie. Łopatami trzeba przerzucić i 200 ton śniegu - podkreśla prezes Piotr Pietrysko.
- I jak w takich warunkach marzyć o drużynach, które grałyby nie tyle w ekstraklasie, co chociaż na szczeblu centralnym? Piłkarze uciekają nam do Bielska czy na Śląsk w poszukiwaniu lepszych klubów. Gdybym miał dla chłopaków chociaż 20 zł za mecz, to już byłbym szczęśliwy - wzdycha Pietrysko.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ewa Farna miała wypadek samochodowy. Była ...
- Co łączy tych znanych ludzi z Bielskiem-Białą?
- Cygański Las nie od Cyganów. Poznaj to ...
- W schroniskach jak w hotelach: Drogo i ...
- Pożar ugaszony, droga na Salmopol już ...
- Drogie paliwo? Nie dla niego. Tankował i ...
- Rozebrali kiosk i postawili brudny i ...




