Świąteczna kartka z Monachium
22.12.2011
, aktualizacja: 22.12.2011 15:08
Rzadko zdarzają się takie podróże, kiedy czas przedświąteczny spędzam zagranicą. Jeszcze rzadziej przeżywam tą atmosferę w międzynarodowym otoczeniu. Piszę te słowa w hotelu niedaleko Monachium próbując zrozumieć swoje odczucia, płynące z obserwacji Niemiec przygotowujących się do Świąt Bożego Narodzenia.
Przyjazd nie zapowiada szczególnie uroczystej atmosfery. Na zewnątrz wiosenna pogoda, prawie 10 stopni. Dyskretne i nie narzucające się iluminacje.
Ale już pierwszy spacer po Monachium uzmysławia mi, że zbliża się koniec roku. Inaczej jednak niż w Polsce jest tutaj czas na wszystko. Spokojne spacery pomiędzy świątecznymi straganami. Ludzie zatrzymują się co chwilę a to na grzanym winie, a to na pogawędce ze znajomymi. Nie czuję tego szaleńczego biegu, jakiego doznałam tydzień temu w Bielsku. Ma się wrażenie, że uczestniczy się w wielkiej celebracji spotkania.
Najprzyjemniejszy widok to ludzie szukający ciepła przy kubku gorącego wina na wszystkich możliwych placach tego miasta, z Marienplatz w roli głównej (Christmas markets - Christkindl). Rozbrzmiewa śmiech, rozmowy, śpiewy. Wszyscy znajdują czas, żeby zatrzymać się na chwilę i wypatrując znajomą twarz w tłumie rozgrzewać się przed dalszą wędrówką.
Nawet na placu wewnętrznym City Hall muzycy przygrywają zebranym wokół stolików, delektujących się winem. I rozmowy z wiarą, nadzieją o tym co będzie. Nawet jeśli jakieś przeszkody jawią się na horyzoncie - poradzimy sobie!
Wracam pociągiem z Monachium do hotelu. Żegnam się na jednym z przystanków ze znajomymi. Rozbrzmiewają języki Europy. Inni pasażerowie patrzą na nas z ciekawością, rozbawieni. W trakcie 5-dniowego pobytu tylko raz widziałam tutaj samotnie siedzącą postać.
Czy wiecie, że piwo było traktowane w Niemczech przez długi okres jako posiłek? Sposób picia piwa wzbudza podziw. Służy przede wszystkim tworzeniu atmosfery do bycia razem. Towarzyszy praktycznie każdemu spotkaniu. Nawet podczas oficjalnego obiadu z burmistrzem miasta pojawiło się na stole. Jest naturalnym uzupełnieniem wszystkich rozmów. Ale właśnie tylko uzupełnieniem, użytecznym dla zainicjowania niekończących się dyskusji. Kropką nad i dla takich debat są z pewnością odwiedziny w najbardziej znanym piwnym budynku w Monachium - Hofbräuhaus. Ostrzegam, że piwo podaje się tutaj tylko w tradycyjnych, litrowych kuflach!
W zaprzyjaźnionej kuchni próbujemy swoich sił w trudnej sztuce gotowania, pieczenia i smażenia świątecznych przysmaków. Najprzyjemniejszą częścią wizyty jest oczywiście przygotowanie słodkości - delektujemy się smakiem Ginger Bread i Christstollen. Ten ostatni wypiek może pochwalić się rodowodem prosto z XIV wieku.
Co zapada jeszcze w pamięć? Świąteczny zwyczaj przyjmowania gości z otwartymi ramionami. Publiczne śpiewanie kolęd. Dbanie o relaks w okresie przedświątecznym. Autentyczne zainteresowanie Tobą. Niekończące się pytania: "Co u Ciebie słychać?". Zaproszenie do udziału w spotkaniach.
Czym Monachium może olśnić jeszcze turystę, który zajrzy tutaj przed Świętami? Jedną z najsławniejszych na świecie kolekcji szopek, z ponad 60 tysiącami figurek, stworzonych z taką precyzją, że wydaje się że lada chwilę ożyją sceny inspirowane jedną z najpiękniejszych historii chrześcijaństwa.
Pieczołowicie ułożone witryny straganów i sklepów. Małe dzieła sztuki, które mają cieszyć nasze oczy, nawet jeśli nie zdecydujemy się na żadne zakupy.
Okazuje się, że nawet praktyczni Niemcy mają swoje magiczne miejsca. W centrum miasta zwyczaj nakazuje dotknąć "na szczęście" czterech lwich posągów. Sukces murowany! Zauważyłam, że nawet poważnie wyglądający biznesmeni jakoś tak mimochodem przechodzili obok lwów, muskając je dłonią od niechcenia.
Jeden ze zwyczajów mówi, że zaraz po Wigilii rozbrzmiewają w całych Niemczech telefony - dzwonimy do wszystkich bliskich znajomych. Sieć napina się do granic możliwości, ale szansa nawet krótkiej rozmowy z przyjaciółmi jest najważniejsza!
Co zapamiętam z podróży? Wszechobecne dbanie o otoczenie. Pogodną refleksję nad atmosferą Świąt. Czy zbyt jasny obraz niemieckich ulic odmalowuję? Raczej nie, zaskoczona nastrojem tu panującym. Rozumiem już co miała na myśli znajoma mówiąc, że w Święta "życie wychodzi na ulice Niemiec".
Ale już pierwszy spacer po Monachium uzmysławia mi, że zbliża się koniec roku. Inaczej jednak niż w Polsce jest tutaj czas na wszystko. Spokojne spacery pomiędzy świątecznymi straganami. Ludzie zatrzymują się co chwilę a to na grzanym winie, a to na pogawędce ze znajomymi. Nie czuję tego szaleńczego biegu, jakiego doznałam tydzień temu w Bielsku. Ma się wrażenie, że uczestniczy się w wielkiej celebracji spotkania.
Najprzyjemniejszy widok to ludzie szukający ciepła przy kubku gorącego wina na wszystkich możliwych placach tego miasta, z Marienplatz w roli głównej (Christmas markets - Christkindl). Rozbrzmiewa śmiech, rozmowy, śpiewy. Wszyscy znajdują czas, żeby zatrzymać się na chwilę i wypatrując znajomą twarz w tłumie rozgrzewać się przed dalszą wędrówką.
Nawet na placu wewnętrznym City Hall muzycy przygrywają zebranym wokół stolików, delektujących się winem. I rozmowy z wiarą, nadzieją o tym co będzie. Nawet jeśli jakieś przeszkody jawią się na horyzoncie - poradzimy sobie!
Wracam pociągiem z Monachium do hotelu. Żegnam się na jednym z przystanków ze znajomymi. Rozbrzmiewają języki Europy. Inni pasażerowie patrzą na nas z ciekawością, rozbawieni. W trakcie 5-dniowego pobytu tylko raz widziałam tutaj samotnie siedzącą postać.
Czy wiecie, że piwo było traktowane w Niemczech przez długi okres jako posiłek? Sposób picia piwa wzbudza podziw. Służy przede wszystkim tworzeniu atmosfery do bycia razem. Towarzyszy praktycznie każdemu spotkaniu. Nawet podczas oficjalnego obiadu z burmistrzem miasta pojawiło się na stole. Jest naturalnym uzupełnieniem wszystkich rozmów. Ale właśnie tylko uzupełnieniem, użytecznym dla zainicjowania niekończących się dyskusji. Kropką nad i dla takich debat są z pewnością odwiedziny w najbardziej znanym piwnym budynku w Monachium - Hofbräuhaus. Ostrzegam, że piwo podaje się tutaj tylko w tradycyjnych, litrowych kuflach!
W zaprzyjaźnionej kuchni próbujemy swoich sił w trudnej sztuce gotowania, pieczenia i smażenia świątecznych przysmaków. Najprzyjemniejszą częścią wizyty jest oczywiście przygotowanie słodkości - delektujemy się smakiem Ginger Bread i Christstollen. Ten ostatni wypiek może pochwalić się rodowodem prosto z XIV wieku.
Co zapada jeszcze w pamięć? Świąteczny zwyczaj przyjmowania gości z otwartymi ramionami. Publiczne śpiewanie kolęd. Dbanie o relaks w okresie przedświątecznym. Autentyczne zainteresowanie Tobą. Niekończące się pytania: "Co u Ciebie słychać?". Zaproszenie do udziału w spotkaniach.
Czym Monachium może olśnić jeszcze turystę, który zajrzy tutaj przed Świętami? Jedną z najsławniejszych na świecie kolekcji szopek, z ponad 60 tysiącami figurek, stworzonych z taką precyzją, że wydaje się że lada chwilę ożyją sceny inspirowane jedną z najpiękniejszych historii chrześcijaństwa.
Pieczołowicie ułożone witryny straganów i sklepów. Małe dzieła sztuki, które mają cieszyć nasze oczy, nawet jeśli nie zdecydujemy się na żadne zakupy.
Okazuje się, że nawet praktyczni Niemcy mają swoje magiczne miejsca. W centrum miasta zwyczaj nakazuje dotknąć "na szczęście" czterech lwich posągów. Sukces murowany! Zauważyłam, że nawet poważnie wyglądający biznesmeni jakoś tak mimochodem przechodzili obok lwów, muskając je dłonią od niechcenia.
Jeden ze zwyczajów mówi, że zaraz po Wigilii rozbrzmiewają w całych Niemczech telefony - dzwonimy do wszystkich bliskich znajomych. Sieć napina się do granic możliwości, ale szansa nawet krótkiej rozmowy z przyjaciółmi jest najważniejsza!
Co zapamiętam z podróży? Wszechobecne dbanie o otoczenie. Pogodną refleksję nad atmosferą Świąt. Czy zbyt jasny obraz niemieckich ulic odmalowuję? Raczej nie, zaskoczona nastrojem tu panującym. Rozumiem już co miała na myśli znajoma mówiąc, że w Święta "życie wychodzi na ulice Niemiec".
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Re: Świąteczna kartka z Monachium
augenthaler
27.12.11, 18:42
Zgadzam sie. Spedzilem kilka razy swieta w Niemczech i musze powiedziec, ze klimat swiateczny tam po prostu zanika. U nas wciaz jest mimo wszystko rodzinnie, choc komercjalizacja swiat »
Najczęściej czytane24 htydzień


